Wygląda na to, że szczęście dopisuje mi w życiu. Miałam się wyprowadzić z końcem listopada i tak też zrobiłam. Może nie koniecznie do własnej osobistej przestronnej kawalerki, ale jak się wczoraj okazało do kawalerki w najbardziej "Posz, jazzy, trendy, cool" okolicy w Warszawie. Dobrzy przyjaciele rodziców pożyczyli mi swój 15-metrówy apartament przy placu Zbawiciela. Może nie ma tu lodówki, pralki i kuchenki , ale z domu mam 6 minut na przystanek do pracy, mieszkanie jest ciepłe, przytulne i nowoczesne. Jedyny mankament to akustyczność. Za ścianą mieszka młoda śpiewaczka operowa o anielskim sopranie,ćwicząca bardzo ambitnie swoje partie tuż przed występem czy próbą, tego nie wiem jednak zadziwiające jest, że śpiewa albo tak głośno albo tak wyraźnie, że nauczyłam się jej ćwiczonego utwóru myjąc okna (na krześle nota bene do którego w końcu wpadłam) . O 8 rano zaczyna się rycie ścian , gdyż remont klatki trwa. Kiedy już człowiek stwierdza,że wstaje bo nie jest w stanie już spać w tym hałasie,to chłopaki mają przerwę na kanapkę. Cały dzień winda chodzi góra dół, można liczyć spokojnie piętra,które pokonuje. Na szczęście mam dobre głośniki. I tak jestem szczęśliwa, mogę mieszkać spokojnie choć na chwilę, szukać czegoś swojego bez ciśnienia i przechadzać się pięknymi uliczkami w okolicy. Wczoraj zrobiłam sobie świąteczny spacer . Wyszłam z domu zaraz na ulicę Mokotowską. Nie spodziewałam się , że to jedna z najpiękniejszych ulic Warszawy. Jest bardzo europejska. Swoim klimatem przypomina knajpki, butiki, restauracje schowane wśród wąskich kamienic brukselskich, antwerpskich czy amsterdamskich ulic. Upatrzyłam sobie nawet kilka ciekawych sklepów i jedną cukiernie Geslerowej "Słodko słono" podobno najlepszą i najsłynniejszą w stolicy zaraz po pijalni czekolady Wedel. Zaciekawił mnie sklep kolonialny,gdzie można kupić sobie motyla afrykańskiego, pancerz nieznanego,niespotykanego niegdzie nawet w zoo zwierzęcia, czy rogi antylopy. Innym wartym zobaczenia miejscem jest "żyrandolownia", tak sobie nazwałam ten butik z racji na to, że sprzedawano w nim same luksusowe , oryginalne żyrandole...na każdą okazje:) Na rogu ulicy Koszykowej cukiernia włoska i restauracja prowansalska. Idąc w dół Mokotowskiej minęłam przepiękne dwie eklektyczne kamienice, jedna podtrzymywana przez góralskie postacie. Idąc w dół ulicy dotarłam się do Placu Trzech Krzyży, a stamtąd jest już rzut beretem na starówkę. Waro poświęcić teraz chwilę uwagi owej ulicy Nowy Świat , Chmielnej, czyFoksal. Zastanawiałam się całą jesień jak będzie wyglądać Warszawa zimą. I muszę śmiało stwierdzić, że jest przepiękna. Całe ulice Starego Miasta oświetlono niezliczoną liczbą białych lampek pobłyskujące na drzewach, słupach i budynkach. Po drodze minęłam kilka świetlnych fontann , a kulminacją zimowego spaceru była ogromna kolorowa choinka na placu przed Zamkiem. Idąc w głąb starego miasta usłyszałam kolędy odśpiewywane na dwa głosy i dwie gitary przez dwóch przesympatycznych kloszardów w bramie jedej z kamienic. Zapach kiełbasek, bigosu i pierogów doprowadził mnie na plac Starówki , gdzie rozstawiono stragany z różnymi przysmakami na stół wigilijny, ozdobami światecznymi i prezentami z cyklu hand made. Za straganami zebrani ludzie podziwiali pięknie przystrojną syrenkę w niebieskich świetlnych falach. Po takim spacerze z Michael'em Buble w słuchawkach , który śpiewał mi romantycznie"I'll be home for Christmas" byłam już zupełnie wprowadzona w świąteczny nastrój. Robaczek zakupił choinkę , ja ją przyozdobiłam bąbeczkami i teraz sobie siedzimy z winkiem i rozmawiamy o prezentach, o tym która mama robi lepszego karpia, o tradycjach wieszania lampek na dachu i wspominamy jak to gdy byliśmy mali zjadaliśmy potajemnie cukierki z choinki. Gdyby tylko spadł śnieg.... świat byłby już cudny w te świeta napewno.
Czy Bangkok zachwyca?
17 lat temu











