sobota, 12 lipca 2008

Dzień wolny

Eh.. zamiast wdrążać się w pracę zaczynam się przyzwyczajać do tego, że w zasadzie to ja mam więcej wolnego niż pracy. Jeden lot a potem OFF OFF albo STBTEL . Jak jest OFF to wiadomo, że mogę gdzieś wyjść coś pozwiedzać, pójść na rolki do parku czy umówić się na imprezkę, a jak jest STB Tel to nie zaleca się ruszać z domu , bo w każdej chwili mogą zadzwonić i poprosić o przyjazd za pół h :/ wiec pozostaje czytanie książek i siedzenie w necie. Wczoraj był OFF wiec najpierw z nowymi znajomymi z Warszawy poszliśmy do kina na Hancocka reż.Petera Berga z Will Smith, Charlize Theron. Film był całkiem zabawną , luźną historią dość nietypowego bohatera miasta L A niczym Superman czy Spiderman , który osamotniony w świecie postanawia zmienic swój niezbyt lubiany przez ludzi wizerunek. Poznaje Charlize Theron ,jak zwykle piękną (szczególnie w jednej scenie w przyczepie kempingowej) , która z nieufnością patrzy na bohatera oraz niezdarnego twórcę kampanii na rzecz pomocy biednym, który w dowód wdzięczności za uratowanie życia pomaga Hancock'owi wejść na dobrą drogę.
Zrelaksowani filmem, głodni i spragnieni udaliśmy się do Hard Rock Cafe, populanej na całym świecie knajpy , gdzie można posłuchać dobrej rockowej muzyki,w sobotę live , zjeść mega wielkie porcje amerykańskiego żarcia i obejrzeć różne oryginalne stroje , gitary, zdjecia i inne rzeczy , które znane gwiazdy miały na sobie podczas niezapomnianych koncertów, kręconych teledysków czy sesji zdjęciowych. Ze względu na to ,że noc była jeszcze młoda ,a ja byłam spragniona tańców wybraliśmy się do Organzy niestety już w mocno okrojonym składzie. Organza to mały klub w starej kamienicy na ul. Sienkiewicza 4. Ma miłe kameralne wnętrze, podobno w dzień jest także restauracją. W nocy jednak zamienia się w bardzo tłoczną imprezownię ,bo jak uznał mój współlokator tu zawsze jest świetna zabawa,wiec dobra fama odzwierciedla się w ilości młodych osobników (wczorajszego wieczoru akurat liczniej przybyłych mężczynz) Podzielona jest na 3 poziomy na górnej antresoli można odpocząć od tłoku szalejących na parkiecie ciał na poziomie zero z dj na podwyższeniu owiniętym pluszem , a poniżej owych ciał znajduje się kolejny parkiet z już zupełnie innymi ciałami :) i zupełnie innym Dj przyciągniętym, chyba z letniego kurortu Pobierowo , o czym świadczyła grana przez niego muzyka w stylu hitów "Kanikuły: czy "Jesteś szalona". Na poziomie zero , czyli tam gdzie byliśmy my (czyli ja i mój współlokator) Dj bardziej się starał miksując trochę popu lat 90' hity lat 80 i najnowesze przeboje. Nawet nieźle się wybawiliśmy. Musimy się jednak kiedyś wybrać tam w czwartek , bo podobno tego dnia odbywają się tam latino fiesty :) w sam raz na letnie wieczory wolne od pracy.
Tak więc powoli zaczynam poznawać Warszawskie kluby. Byłam na razie w Hotlu ,Hard Rock Cafe i w Organzie , a lista jest jeszcze baaardzo długa. Mam jednak czas. i zawsze chętnych. W poniedziałek przyjedzie moja przyjaciółka , to razem podbijemy miasto. Już się nie mogę doczekać :)))

Brak komentarzy: