piątek, 18 lipca 2008

Jak dobrze polotać :)


Co jak co ,ale nie można powiedzieć , że moja praca jest monotonna. Codziennie zmienia się załoga, bo przecież pilotów u nas jest 500 , a stew koło 1800 więc raczej nie ma tej możliwości byśmy codziennie latali w tym samym składzie. Choć czasem szkoda szkoda , bo jakże miłoby było latać częściej z taką ekipą jak dziś. No który kapitan od tak zaprasza po locie załogę na kolacyjkę ,duże piwko i oczywiście wszystko to na swój koszt? Jak powiedziała doświadczona już stewardesa rocznik kursu 79' z , którą przylecialam do Gdańska zjawisko to jest rzadkością. Tak więc mamy szczęście. Od 2 dni mieszkam w Gdańsku w hotelu Marina. W luksusowym Novotelu sieci Accor dostałam pokój z widokiem na morze i plażę. Lepiej być nie mogło. Nasz późno popołudniowy lot do Franfurtu okazał się doskonałą okazją , by zarzyć trochę słońca ,a niektórzy pokusili się nawet o kąpiel w lodowatym Bałtyku. Ja się nawet troszkę zarumieniłam , żałuję jednak że nie wziełam stroju kąpielowego i rakiety do tenisa. Mają tu świetny basen i bardzo dobre korty , na których od rana grają dziarscy dziadkowie. Jedak czułam od śniadania , że sielanka nie może trwać cały dzień ,coś wisiało w powietrzu , wiedziałam że dziś na pokładzie będę miała jakiś problem. I tak zaczeliśmy od tego ,że przez korki w centrum Gdańska ledwo zdążyliśmy na samolot. W samolocie niechcący udeżyłam starszą panią zamykając klapę od szafki( już nigdy nie zamknę szafki dopóki wszyscy nie usiądą - przysięgam), później zaczęłam serwis i co? Idąc z wózkiem miałam otwarte drzwiczki i sobie przechyliłam go jak szłam "pod górę" przy wznoszeniu a 3 rzędy porcji wyleciały mi na ziemię. Na szczęście pasażerowie mi pomogli i w zasadzie ucierpiała na tym jedna porcja uffff. Byłam już dobrze zestresowana, wiec każdą wodę czy kawę podawałam już z drżeniem rąk. Tak to jest jak się człowiek spieszy. Wszystko przez to ,że chciałam być taka "hej do przodu " i nadrobić trochę czasu wychodząc z wózkiem zaraz jak zgaśnie sygnalizacja " zapiąć pasy" . Wieczorkiem wyluzowaliśmy się przy pysznej flondrze i dobrym piwku przy promenadzie :) I jakoś nam się zrobiło błogo , poczuliśmy się jak na urlopie... wieczór, kurort , my w t - shirtach i szum morza. Eh, oby więcej takich wypadów, jakieś Bali czy coś ;-) niestety na razie póki jestem praktykantką wolno mi tylko do gdańskich kurortów. Jutro powrót do Warszawy. Dobrze ,że przyjedzie Justynka , bo perspektywa powrotu do domu , gdzie nadal nie ma Mr B. byłaby dość smutna.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

a to już Ci nie wystarczam w domu? :P
obiadki, posprzątane mieszkanie, wyprasowana koszula, wieczorne siedzenie do późna i poranne "szuranie za drzwiami" ;)