sobota, 5 lipca 2008

"Gdzie leci? Londyn? Nie ma takiej możliwości! Jest Lądek, Lądek Zdrój! Prze pana"


Na drugi lot zgłosiłam się już 40 minut wcześniej. Choć chciałam być godzinę wcześniej nie obyło sie bez stresu. Tramwaje w Warszawie są nieprzewidywalne i nie wiadomo kiedy nagle zaprotestują i będą stać na każdym przystanku 15 minut. Lekko zestresowana, zaopatrzona w tabletki i zaplastrowana na krzyż ruszyłam do na podbój Londynu. Udało się. Podczas lotu czułam się fantastycznie. Dostałam grupę pasażerów z biznesu :) Serwowałam drinki , dyskutowałam i umilałam im lot. Pod koniec pracy otrzymałam pochwałę od instruktorki , która powiedziała że generalnie jestem super i że będę świetną stewardesą. Największym zaskoczeniem były słowa podziękowań pasażerów biznesu, którzy żegnali mnie mówiąc że dawno nie byli tak miło obsłużeni przez nikogo. A komentarz dnia z rejsu jednego z pasażerów : "Serwis stewardes jak z linii Emiratów ,a uroda jak z Lotu" Pan chyba miał osobistą dekompresję bez maski :/
A już bym zapomniała w Londynie podobnie jak w Madrycie moja noga nie stanęła na lądzie :/ więc gdyby ktoś mi zazdrościł wizyty w obu miastach w ciągu dwóch dni to nie ma już czego. Big Bena nie zobaczyłam :/

1 komentarz:

Ania i Maciek pisze...

Czesc lotowico magisterko! Super blog - czekamy na wiecej. Przekaze zaraz Ani. Pozdrowienia z Kambodzy! - maciusiek