Wrócili chłopcy :))) Nastąpiły nowe dni życia studenckiego po ex życiu studentki przeplatane od czasu do czasu przymusem pracy. Nie żebym narzekała, niezmiennie lubię swoją pracę, jednak kiedy ogranicza mi wieczór wcześniej pójścia w spokoju na imprezkę to czasem mam jej dość. A czego szczególnie? Telefonów z bazy o meldowaniu na 5: 30. Nie jest to bynajmniej przyjemne, cholernie nie lubię wstawać rano, a jeszcze bardziej dobija mnie fakt, że za ścianą chrapią sobie chłopaki , którzy 5 minut przed moją pobudką właśnie uwinęli się do łóżek, a kiedy wracam po całym dniu witam ich zaspanych w progu. Eh ,tak takie beztroskie życie prowadziłam jakiś rok temu , kiedy od czasu do czasu skoczyłam po dobrym śnie do późnego popołudnia w ramach rekreacji na wieczorne zajęcia na uczelnię, na siłownie, basen ale nie wcześniej niż 13. Tak sobie myślałam jak to będzie kiedy chłopaki wrócą? Czy dam sobie radę z tą poranną świadomością czy zacznę się notorycznie spóźniać do pracy? Na razie jest ok jakoś się nie spózniam i jestem twarda.Mimo, iż wnerwia mnie niemożliwie fakt beztroskiego snu moich chłopców, a mojego porannego stania na przystanku . Dzielnie 4 :10 pobudka , myju myju , owsianka, kawuszka i dzida na autobus , bo może być za późno i po ptakach już z następnym kursem autobusu. A w samolocie szybki serwis , zbieranie , kilka rundek po kabinie, ciepła porcja , światło dim i zwis w letargu na pasach barkowo- biodrowych na jupseacie. Na szczęście takich poranków jest stosunkowo niewiele w miesiącu jedak dają równo w kość. Jak tu nie być zmęczonym, kiedy w domu prawie codziennie wieczorna posiadówka ze znajomymi, wspólne gotowanie i litry wina? Obawiam się, że będę szersza niż wyższa niedługo . Odkąd wrócił Mr. B i Mr S. z wakacyjnych wojaży prześcigamy się w pomysłach na nowe potrawy. Gotując rotacyjnie badamy,które danie wykwintniejsze, łatwiejsze w przygotowaniu i bardziej zjadliwe . Nasi zajomi wykupili sobie już karnety przynależności do tależa , a od czasu do czasu zostają zapędzeni do gara w ramach przyspieszenia akcji kolacja, ku ich wielkiej radości , gdyż ku naszej niemożności zrozumienia należą do grona ludzi , którzy nie posiadają w domu nawet patelni. I tak były już polędwiczki, tortille , sałatka z awokado i migdałów, tarty owocowe, tarty z cyklu co mam w lodówie to dam, naleśniki i quiche lotaryńskie wg.przepisu Anuśki i Maciuśka,ale ale ale i naszego sąsiada Pascala Brodnickiego :) Jeszcze się z nim nie zakolegowaliśmy , ale wiemy że mieszka gdzieś w naszej dzielicy, więc już wkrótce zaprosimy go na kolacyjkę , partyjkę bouli w parku i zdobędziemy jego serce i tajne przepisy :))) hehe. Dzieje się dzieje :))))))
Czy Bangkok zachwyca?
17 lat temu