czwartek, 2 kwietnia 2009

Mój seks w wielkim mieście

„Samanta Jones” nazywana „Queen is only one” Co ją charakteryzuje? 3 X S : seksapil , styl, samodzielność. Uwielbia pięknych mężczyzn , a oni uwielbiają ją. Gdyby Robert Patison czy Van Diesel był w okolicy długo nie snuł by się samotnie po warszawskich blokowiskach. Radar Samanty zadziała błyskawicznie. Choć nie chwali się głośno w jej garderobie jest więcej butów niż w szafie Carry. Uwielbia dobrą zabawę do białego rana , upojną Melodię, owoce morza i bukiety kwiatów. Jeśli już popełnia akt sprzątania swojego apartamentu robi to z wielką klasą czyt. z różową szczotką z cyrkoniami i szufelką w groszki. Żaden kurz nie ma szans przed jej piórkową miotełką , która wiernie stoi na straży porządku w przestronnej kuchni, gdzie Królowa przyrządza afrodyzjaki stałe i płynne dla swoich przyjaciół. Smak ambrozji, wina, zapach perfum Chanel i kwiatów zwabia nierzadko zagubione skrzaty, jelonki, pyzy i myśliwych do śpiącej królewny. Poranni zieloni rycerze, którzy parają się walką z porządkiem blokowego pospólstwa mają nie lada gratkę , któraż to niewiasta zostawia im kosz 50 róż, czy innych kwieci bez bileciku...bez słowa. Taka to już Samanty przypadłość że , upojona zapachem kwiatów cyklicznie pozbywa się ich z domu robiąc miejsce na kolejne bukiety. Samanta nie zna sztuki robienia na szydełku, hodowli drzewek bonsai czy konserwacji antyków , ale za to wie wszystko o sztuce ciała. Nie da się oszukać żadnej przebiegłej , podstępnej kosmetyczce czy lekarzowi. Spokojnie mogłaby zrobić doktorat z kosmetologi czy medycyny estetycznej. Podejrzewam, że to tylko kwestia czasu bowiem Samanta jest jak wulkanu...Nie znasz dnia ani godziny.


Charlotta Piękność ze wschodu – jej znak rozpoznawczy uroda księżniczki z baśni „Tysiąca i jednej nocy”. Z przeprowadzonych obserwacji i wywiadów to typ kobiety , której boją się mężczyźni. Dlaczego? Uroda i inteligencja w jednym zagraża ich super ego, obniża pewność siebie. Jednak mężczyźni z racji na fakt , że są myśliwymi nie rezygnują z łowów. Jest to jednak rywalizacja międzynarodowa. Do konkurów stają Polacy, Arabowie, Turcy i Włosi. Nie byle jacy bowiem to synowie szejków, ambasadorowie i przyszli lekarze. Piękność ze wschodu nie robi sobie z tego zuuupełnie nic. Wcale to ją nie wzrusza. To do niej należy ostateczne słowo. To typ romantyczki. Musi poczuć to coś i już. Mimo, że jej rodzimym językiem jest rosyjski z miłości do polskiego poświęciła mu swoje życie. Rozkochuje swoich uczniów w mowie i w piśmie, lepiej niż nie jedna nauczycielka polskiego czystej krwi słowiańskiej.Charlotta jest damą , która z wielką gracją upada na beton podczas nauki jazdy na rolkach. Kocha również wojaże warszawskimi tramwajami z pracy i do pracy. Nie ma dnia bez zahaczenia o Centralny :)


Carry- Wie czego chce od życia , biegnie do celu jak burza , zdobywa zaplanowane szczyty bez specjalnego wysiłku. Mistrzyni kierownicy na dwie zajęte ręce i jedno ucho. W jednej kawa w drugiej fajka, przy uchu komóra. Krypto-rolniczka w szpilkach kupuje ziemie ,sieje co się da , zbiera wielkie plony. Inteligentna bestia , na uczelni zbiera stypendia, w pracy numery telefonów oczarowanych mężczyzn. To co ich kręci najbardziej to długie blond loki niczym bawarska pastereczka, zielony celniczy mundur i brazylijskie pośladki. Posiada zawodową fioletową furę z przyciemnianymi na fioletowo szybami i psa o imieniu Mercedes. Jej randki nie kończą się grzecznym odprowadzeniem do domu i lulu. Za rogiem czeka już następny czarny bumier( BMW) by porwać ją w szaloną noc. Z racji na ilość przebytych romantycznych randek Carry zna wszystkie niekaloryczne pozycje w okolicznych restauracjach, bo należy dodać że Carry jest na wiecznej diecie, która nierzadko kosztem obiadu kończy się czekoladowym szaleństwem kiedy nikt nie widzi.


Miranda- podobnie jak cała reszta z zewnątrz totalnie niezależna ale tylko z zewnątrz. Prowadzi się jak porządna dama , jej randki są z góry przemyślane , odstępy między kolejnymi fazami związku też. Jeśli ma być "buzi buzi" najpierw mężczyznę wkłada w tabelkę podzieloną na dwa :w jednej ZA "buzi buzi "w drugie PRZECIW "buzi buzi" i tak dalej. Miranda chce się podobać taka jaką jest dlatego na spotkanie z oczarowanym nią do szaleństwa mężczyzną o wysokiej pozycji politycznej w kraju i za granicą z premedytacją nie stroi się i nie maluje. Obserwuje reakcję ,wyciąga wnioski , wpisuje do tabelki. Mężczyźni mówią o niej że jest pryncypialna.Jest w tym trochę racji. Lubi tworzyć konspekty spotkań, tematy rozmów , planuje testy , egzaminy i dalekosiężne plany na kolejny semestr związku. W życiu również tworzy plan , w którym systematycznie odhacza zakończone pomyślnie sprawy.


Wszystkie bohaterki mojego "Seksu W Wielkim Mieście" łączy jedna rzecz. Mimo, że starają się pokazać swoją niezależność mężczyznom one też pragną miłości ...tej prawdziwej, tej wyśnionej, prostej ,tej jedynej . Nasze wieczorne rozmowy kręcą się wokół spotkań z facetami , złamanych serc, debat nad istotą jaką jest mężczyzna, dlaczego oni są z Marsa a my ze Snickersa, jak połączyć te dwa batony , zmiksować i zjeść? Ile jeszcze rozczarowań, a może to już ostatnie, kto jest na oku , kto się nie sprawdził, z kim się odważyłam , a z kim nigdy , prze nigdy? Milion pytań: czy zadzwoni ? Czy napisze? Co napisze? Co robi? Dlaczego teraz to robi? Gdzie jest? Czemu jest? Jaki jest? Jak było ? A kiedy będzie jeszcze ? Czy kocha ? Czy nie kocha? Czy pokocha? A jak pokocha to co? I tak dalej i tak dalej można bez końca. Szykujcie się na nowy sezon ,chyba nakręcę polską wersję Seksu W Wielkim Warszawskim Mieście. Zwiozę tylko kamerę z domu... :)))

wtorek, 17 marca 2009

Wiosna wiosna wiosna ach to ty...


Zmarznięci, zmęczeni mrozem, śniegiem, pluchą,chlapą, zimnym wiatrem... rozgrzewani kawą, sztucznym słońcem, kaloryferem, swetrem, leczeni czosnkiem, cytryną, witaminami... zapuszczeni fizycznie , psychicznie wykończeni, zgrubiali tu i tam, ponurzy, ospali... czekamy na wiosnę, jak na zbawienie, każdego dnia z nosem przyklejonym do szyby wypatrujemy słońca, wystawiamy grzbiety na nieśmiało przebijające się promienie zza ciemnych szarych chmur. Otwieramy szafy , szykujemy sukienki zakochane w letnim wietrze , klapki, , skóry,okulary , wychodzimy z nadzieją i znów wracamy zziębnięci , źli, przemoknięci , zaśnieżeni, chowamy zimne nosy w koce, zanurzamy się w ciepłą wannę , naciągami, cebulujemy się , nawadniamy gardła na ciepło , czosnkujemy , źli że znowu się pomyliliśmy, że ciągle dajemy się nabrać na żarty pogody zaczynamy nieznosić, nienawidzić, gardzić i złorzeczyć zimie.
Gdyby chociaż muszka zjawiła się...... mądra, prześpi zimę , budzi się radośnie zapachem ciepłego powiewu wiosennego wiatru jakby zima nigdy nie nadeszła.... słyszał ktoś jakiś bzyk, bzyk...? Bzyk bzyyykkk muszko zbudź się...... proszę.

wtorek, 10 lutego 2009

Urlop po urlopie

Jest mi niezmiernie wstyd, kiedy patrze na wpis sprzed 3 miesięcy. Świąteczna paczka a za nią długo długo nic, to nie jest powód do dumy. Oczywiście w tym miejscu nastąpią usprawiedliwienia i wymówki, ale zanim je zacznę na dobre to wybronię się tylko, że nie jestem taka zła ,bo moja siostra również olała ostatnio sprawę regularnych wpisów. Moja absencja spowodowana była niemniej wielkim rozleniwieniem. Pewnie dlatego nie wybrano mojego bloga na BLOGA ROKU ;-)) Jak wiadomo im więcej masz wolnego, tym bardziej wydaje ci się że nie masz go wcale. Może to też kwestia zorganizowania sobie wolnych dni. W moim przypadku nie ma czasu na nudę. W zasadzie czas ucieka mi dość szybko, kiedy jest się szczęśliwym ,nawet nie wiem kiedy zaczęłam mieć 25 lat. Dlaczego nie 24 jak wmawiałam sobie do wczoraj? Przy intensywności miesięcy , które mijają jak jeden dzień można się troszkę zapomnieć. Mój Czupurek wczoraj zorientował się , że nieświadomie okłamał swoją szefową mówiąc , że ma 25 kiedy już w zasadzie skończył 27 :) Wygrał :))Wróćmy do wymówek Wymówka nr 1.Brak czasu , przy nadmiarze wolnego czasu. Czyli jak wyżej plus przypisy czyli wymówki poboczne o leniwej siostrze i takie tam. Wymówka nr 2. Zmiana otoczenia. O tym to już dawno powinnam napisać. Posłuchałam się mamy i zamieszkałam z dziewczętami. Siedzimy sobie teraz w ciepłej muszelce na 2 piętrze w 12 piętrówym wieżowcu, podziwiamy jak za oknem w parku naśnieżają nam górkę narciarską ,gadamy do nocy, wymieniamy się kremami , gazetami, gotujemy i sprzątamy. Duży plus -Nareszcie mam totalny błysk w domu :) Jedna z dziwczyn pracuje w Locie cargo , więc nierzadko do późna oceniamy nasze lotnictwo polskie, a jak wiadomo zwarzywszy na obecne uroki pracy "na trzeźwo jest to raczej nie do zniesienia". Co tu kryć kryzys dopadł wszystkich ,firmę też, więc co trzeba zrobić? Wysłać załogi na urlop. Tak więc wymówka nr 3. Urlop przymusowy w rodzinnych stronach. Kiedy rodzice wygrzewali się na saharyjskich wielbłądach, ja pilnowałam Berty( pies) i Laluni(kot) w domku na wsi. Objechałam wszystkie koleżanki, profesorów , kosmetyczkę i fryzjerkę i nie wiedzieć kiedy skończyły się 2 tygodnie urlopu. Piękna wrócilam do Warszawy, kilka dni lotu i znowu wolne. Tym razem pewnie z braku laku crew controle , które od kilku dobrych miesięcy stają na głowie , żeby sprawiedliwie wydzielić garstkę lotów na 800 stewardes. Wymówka nr 4. Kilka dni wolnego skutkuje wyjazdem do Szczyrku. No przecież trzeba wypocząć po urlopie prawda? I tu muszę powiedzieć , że przez 4 dni wypoczęłam i wybawiłam się bardziej niż przez cały miesiąć. Nie ma to jak aktywnie spędzić czas na stoku. Pogoda nam dopisywała , śnieżek sypał lekko ale mróz trzymał zdrowo , więc grzaniec i miodóweczka wchodziły pierwszorzędnie. Czupurek oczywiście zapomniał szalika i jak zajączki w "Misiu Uszatku" biegał po stoku rozchełstany. Postanowiłam mu nie matkować jak zalecane jest w jednej z ostatnio przeczytanych książek " Mężczyźni kochają zołzy" , co zaskutkowało grypą po powrocie. Ja natomiast chorobę zaczełam jak tylko postawiłam pierwszy krok na szczyrkowskiej alei. Nie dałam się jednak chorobie śmigałam na narciochach z gilem do pasa. W związku z góralską zasadą po nartach trzeba się rozgzaćś pikna kozicko,leżałam w łóżku i piłam drineczki bardzo zdrowe ,bo z sokiem z mandarynki. Poskutkowało to zalaniem mojego komputera ( z resztą nie pierwszy już raz na urlopie). Zaklejone klawisze uniemożliwiają mi swobodne pisanie bloga.To już będzie ostatnia wymówka nr 5 I to w zasadzie tyle.Kolejny wpis zaraz po oczyszczeniu komputera :))