
Zmarznięci, zmęczeni mrozem, śniegiem, pluchą,chlapą, zimnym wiatrem... rozgrzewani kawą, sztucznym słońcem, kaloryferem, swetrem, leczeni czosnkiem, cytryną, witaminami... zapuszczeni fizycznie , psychicznie wykończeni, zgrubiali tu i tam, ponurzy, ospali... czekamy na wiosnę, jak na zbawienie, każdego dnia z nosem przyklejonym do szyby wypatrujemy słońca, wystawiamy grzbiety na nieśmiało przebijające się promienie zza ciemnych szarych chmur. Otwieramy szafy , szykujemy sukienki zakochane w letnim wietrze , klapki, , skóry,okulary , wychodzimy z nadzieją i znów wracamy zziębnięci , źli, przemoknięci , zaśnieżeni, chowamy zimne nosy w koce, zanurzamy się w ciepłą wannę , naciągami, cebulujemy się , nawadniamy gardła na ciepło , czosnkujemy , źli że znowu się pomyliliśmy, że ciągle dajemy się nabrać na żarty pogody zaczynamy nieznosić, nienawidzić, gardzić i złorzeczyć zimie.
Gdyby chociaż muszka zjawiła się...... mądra, prześpi zimę , budzi się radośnie zapachem ciepłego powiewu wiosennego wiatru jakby zima nigdy nie nadeszła.... słyszał ktoś jakiś bzyk, bzyk...? Bzyk bzyyykkk muszko zbudź się...... proszę.
Gdyby chociaż muszka zjawiła się...... mądra, prześpi zimę , budzi się radośnie zapachem ciepłego powiewu wiosennego wiatru jakby zima nigdy nie nadeszła.... słyszał ktoś jakiś bzyk, bzyk...? Bzyk bzyyykkk muszko zbudź się...... proszę.